Recenzje modeli nie tylko kartonowych

Tadam! - uruchamiam nową stronę na blogu.
Pomyślałam sobie, że skoro wstawiam inboxy figurek, to na podobnej zasadzie można robić recenzje modeli - nie tylko kartonowych. Oczywiście nie zamierzam podlinkowywać wszystkich skanów... ;) Jakieś co ciekawsze fragmenty co najwyżej.
Będą to recenzje nad wyraz subiektywne, stronnicze i jednostronne. Zamierzam dzielić się z Wami moimi wrażeniami na temat zestawów i wycinanek - wrażeniami sprzed klejenia i (jeśli dany model kiedyś zbuduję) - wrażeniami po.
Miłej lektury.
________________________________________________________
viltianus


GPM - kuter pościgowy ORP "Batory" - Nr 337 - skala 1/50

Recenzja modelu na stronie głównej.
GPM - s/s "Wilno" - s/s "Kraków" - Nr 330 - skala 1/200

Recenzja modelu na stronie głównej.

Orioł/Bumaznoje Modelirowanie - lekki krążownik HMAS "Sydney" - skala 1/200:

Recenzja modelu na stronie głównej.

Orioł/Bumaznoje Modelirowanie - torpedowiec "Groznyj" - skala 1/200

Recenzja modelu na stronie głównej.

Orioł/Bumaznoje Modelirowanie - krążownik "Swietłana" - skala 1/200
Recenzja modelu na stronie głównej.

Orioł/Bumaznoje Modelirowanie - rosyjski rzeczny tankowiec "Szeksna" - skala 1/200
Recenzja modelu na stronie głównej.

Modelik - holenderski niszczyciel "Van Galen" - skala 1/200

Recenzja modelu na stronie głównej.

JB-Model - torpedowiec SMS "Scharfschutze" - skala 1/700
Recenzja modelu na stronie głównej.

Choroszy Modelbud - trałowiec rzeczny T1, 1930 - skala 1/72

Recenzja modelu na stronie głównej.

JSC - holenderski latarniowiec "Texel No. 10" - skala 1/150
Recenzja modelu na stronie głównej.

GPM - austro-węgierskie pancerniki typu "Tegetthoff" - Nr 291 - skala 1/400

Recenzja modelu na stronie głównej

GPM - monitory ORP "Horodyszcze"/ORP "Toruń" - Kartonowe ABC, Nr 6/2011















GreMir Models - pancernik "Massena", Francja 1898 - nr GBM004


Recenzja modelu na stronie głównej
_____________________________________________________________________________


Oriol (Bumażnoje Modelirowanie) - krążownik pancerny "Chanzy", Francja 1894

Recenzja modelu na stronie głównej.
_________________________________________

Oriol (Bumażnoje Modelirowanie) - krążownik "Rossija" 1897, skala 1/200 - Nr 56



Autor opracowania - Siergiej Bondarenko.

Z tym modelem walczyłam niemal rok, czyli strasznie długo.
Stron w sumie 37, z tego:
4 strony okładki,
8 stron instrukcji (słownej i obrazkowej)
23 strony z częściami, z tego jedna strona szablonów
rozkładówka - rysunek zestawieniowy.
Rysunki:


Porządne, kiedysiowe, żadne tam nowomodne szarobure rendery. Podobnie rysunek zestawieniowy:

Rysunków z jednej strony wydaje się dużo, z drugiej - po zapoznaniu się z modelem - jakoś tak mało. Przez cały czas budowy modelu walczyłam z odruchem szukania "zgubionych" rysunków - stale mi brakowało rozrysowania detali czy nawet spozycjonowania ich na modelu. Po dokładnym sczytaniu rysunków okazywało się zawsze, że dany detal oczywiście jest rozrysowany czy zaznaczony, tylko czasem trzeba się go uczciwie naszukać. Myślę sobie, że gdyby rysunków zrobiono więcej, byłoby to tylko z korzyścią dla modelu, choć i z tymi, które dano, zbudować go się da.
Arkusze z częściami:


Kształt kadłuba Rossiji jest mocno skomplikowany i projektant dobrze to oddał. Co więcej: oklejki burt bez większego bólu pasują do wręg. Duży plus przy tak fikuśnych kształtach.

Szablonów tez, jak rysunków, wydaje się podejrzanie mało. Powód - maksymalna ilość części zaprojektowana została jako do wykonania z papieru, nie z drutu. Nie lubie tak, ale wiem, że są zwolennicy takiego projektowania; w razie czego zawsze sobie poradzę i zrobię coś z drucika zamiast wycinać. Kolejny duży plus za rozrysowanie want.

Odcień czerwieni części podwodnej całkiem fajny, nie jaskrawokarminowy i nie bury brąz. Pozostałe części okrętyu są albo białe, albo czarne (z nielicznymi wyjątkami), więc nad tym nie ma się co rozwodzić.



 Pokłady za to brzydkie... Nudne, nie cieniowane, wstrętnie żółte. A że pokładów na Rossiji widać bardzo dużo, to i problem poważny. Moim zdaniem pokłady mocno odstają in minus od reszty grafiki.
Szalupki... rozrysowane w bardzo, aż za bardzo, zdetalizowany sposób. W składaniu bardzo ciężkie, niewspółpracujące; w niektórych oklejki burt okazywały się sporo za duże w stosunku do ławeczek.

Ciężko jest narysować na czarnych burtach elementy typu drabinki, włazy (lub miejsca na nie) bez użycia nachalne grubej kreski. Tu w zasadzie się udało, nawet retusz w standardzie nie powinien sprawiać jakiegoś szczególnie wielkiego kłopotu.
Drobne części rozrysowane aż do upierdliwości dokładnie, i znowu w opcji "wszystko z papieru". Spójrzcie na "pajączki" w lewym górnym rogu lewego skanu: to ażurowe, sześcionożne podstawy działek 37 mm. Nie wiem, jak by wyglądały po wycięciu w skali 1/200: w 1/400 wycięłam sobie jeden z czystej ciekawości, stwierdziłam, że wygląda dziadowsko i zrobiłam nóżki z drutu.

Generalnie projekt fajny - ale...
1. na zestawieniówce brak rozrysowania dokładnego olinowania, brak też choćby zaznaczenia relingów. Olinowanie mogę wybaczyć, rzadko które opracowanie poświęca sznurkom odpowiednio dużo uwagi, braku relingów już nie. Babol rzadkiej urody.
2. części ućpane na arkuszach, że aż boli, do tego dość swobodnie i chaotycznie porozrzucane po całej wycinance. Doskonałym pomysłem jest tabelka ze wskazaniem, gdzie której części szukać: bardzo mi się przydawała w pracy.
3. cały okręt rysowany jest w taki sposób, jakby autor bał się czegokolwiek pominąć, a jednocześnie nie do końca wiedział, jak narysować to w sposób przyjazny dla sklejacza. Niektóre elementy rozrysowano zbyt dokładnie, w tym sensie, że poskładanie ich jest niepotrzebnie marudne. Autor funduje modelarzowi sporo zupełnie zbędnej roboty.
4. i zastrzeżenie ostatnie, choć kto wie, czy nie najważniejsze (z mojego punktu widzenia): brakuje w tym modelu tzw. funu, radości projektowania i sklejania. Klei się go i klei, buduje i buduje, bez dreszczyku emocji, bez frajdy z klejenia. Trzeba skleić, skoro się zaczęło, ale radości w tym niewiele: kawał ciężkiej, solidnej rzemieślniczej roboty.
Co nie zmienia faktu, że zadowolona jestem, że Rossiję zbudowałam.
_______________________________________________________________________________


GreMir Models - HMS "Victoria" 1887, skala 1/250 - Nr GBM002 (054)

Nie tak dawno temu zakupiłam sobie model "drogą elektroniczną". Dla mnie, która i tak oryginalne wycinanki skanuję, kseruję, zmniejszam do 1/400 i drukuję, jest to doskonałe rozwiązanie: przede wszystkim nie generuje kolejnych metrów bieżących poczekalni w moim mieszkaniu ;)
Victorię kupiłam tutaj; dałam za nią 30 USD i uważam, że to całkiem przyzwoita cena. Model - a raczej program umożliwiający wydrukowanie go - przyszedł do mnie niemal natychmiast.
Napisałam "program", bo GreMir sprzedaje nie tyle pdf-y z arkuszami modelu (jak wiele innych elektronicznych sklepów kartoniarskich), ile cały, starannie zabezpieczony przed piractwem program. Trzeba to zainstalować, odebrać maila z hasłem, wpisać kod, i dopiero wtedy otworzyć. Zabezpieczenia są na tyle profesjonalne, że uniemożliwiają skopiowanie czy to całości modelu, czy nawet fragmentów arkuszy. Aby zrobić tę recenzję wydrukowałam sobie przykładowe arkusze, zeskanowałam je do jpg-a i tutaj wstawiam skany. Skany celowo słabe i krzywe.
Model składa się z 71 arkuszy przeznaczonych do wydruku w formacie A4, z tego:
1 strona okładki,
1 strona historii,
6 stron opisu budowy (English only),
10 zdjęć modelu,
27 stron rysunków montażowych,
26 arkuszy samej wycinanki.

Zdjęcia modelu są też dostępne na stronie GreMira, wstawiam je właśnie stamtąd:


Opracowanie pozwala zarówno na zbudowanie modelu w wersji pełnokadłubowej, jak i do linii wodnej. Arkusze wycinanki przygotowano w bardzo wysokiej rozdzielczości - przeraźliwie długo ładują się na drukarkę. Aczkolwiek Victorię przygotowano w skali 1/250, to można to bardzo łatwo zmienić - program w Printing Setupie pyta, w jakiej skali chcesz wydrukować model, i sam przestawia rozmiar wydruku. W ten sposób bez cudowania uzyskałam wydruk w skali 1/400.
Rysunki montażowe to częściowo rendery, a częściowo klasyczne rzuty perspektywiczne:









Rozrysowane są na arkuszach dość luźno, z dodatkowym angielskim opisem. Generalnie - sposób rysowania akurat dla "małych niemieckich rączek", które w modelu mają zwyczaj robić to i tylko to, co wydawca w wycinance narysował, i które nie uznają retuszowania krawędzi.
Sam okręt wygląda na przyzwoicie zdetalowany, części rozrysowane na sensownym poziomie, chyba bez większych uproszczeń. Ale jak to będzie wyglądało, przekonam się dopiero po sklejeniu. W tej chwili rysunek części przypomina mi nieco Małego Modelarza z lat 80-tych, na pewno nie jest to szał detalizacyjny współczesnych opracowań Domu Bumagi czy prac Adriana Kacza. Ale zobaczymy.




 Na arkuszach znajdują się dodatkowe części do waloryzacji modelu (zapasowe drzwi, włazy, etc.)
Pokłady wydrukowane są całkiem sympatycznie, choć bez cieniowania:



Kolor desek jakby ciut zbyt różowy, ale to rzecz gustu.
Część podwodna wyraziście czerwona, łopaty śrub żółte:

Szablonów niewiele, większość części przeznaczona do wycięcia z papieru. Fajnie za to rozrysowano relingi:

I końcowy smaczek: urocza, wiktoriańska podstawka. Oczywiście papierowa, ale jakby ktoś bardzo się uparł, może sobie ją powyginać z drutu:

Reasumując: to może być fajny model. Mam nadzieję, że wkrótce się o tym przekonam, a nie będę odkładać budowy ad mortem defecatam.
___________________________________________________________ 


Dom Bumagi - Torpedowce "Kit'" i "Biezszumnyj", skala 1/200 - Nr 04/2009

"Wielorybek", czyli "Kit'" był pierwszym modelem z ukraińskiego Domu Bumagi, jaki zbudowałam. Pierwszym, ale na pewno nie ostatnim.
Stron w sumie 18, z tego dwie okładki, 4,5 z historią i opisem budowy, niecałe pół strony szablonów, 5 stron rysunków montażowych, 6 arkuszy z częściami.



Rysunki, jak widać, renderowane, ale nie najgorszej jakości. Z małymi wyjątkami w pełni czytelne. Inna sprawa, że największą pomocą przy budowie modelu i tak okazał się kolorowy rysunek z okładki.

Ciekawostką - ostatnio dość często stosowaną przez DB - jest wydawanie w jednym numerze dwóch bliźniaczych jednostek, różniących się detalami bądź kolorystyką. Uważam, że to bardzo sympatyczne podejście, pozwalające dość łatwo przebudować okręt na bardziej pożądaną wersję.
Wszystkie detale są rozrysowane, choć nad niektórymi rysunkami trzeba spędzić sporo czasu, żeby je do końca zrozumieć. Sporo w tym winy renderów: brakuje takich normalnych, technicznych rysunków w rzutach, jak to drzewiej w wycinankach bywało. Rendery, upieram się, są pomocne, ale zwykłych rysunków tak do końca nie zastąpią.

 "Kit'" i "Biezszumnyj" należą do tego rodzaju wycinanek, gdzie dokładnie należy czytać instrukcję budowy. Jest tylko po rosyjsku, co może nieco utrudniać lekturę, ale sama się przekonałam, że niektórych części z samych rysunków skleić się łatwo nie da. Poza tym opis zwraca uwagę na sekwencję czynności, co na niektórych etapach jest istotne.
Ponad dwie strony zajmuje też historia okrętów. "Biezszumnyj" początkowo (do 1902 roku) nazywał się "Kasatka", czyli mniej więcej "Orka", jego bliźniak "Bditielnyj" nosił imię "Kit'", czyli "Wieloryb". Do samej budowy przydaje się średnio, ale warto poczytać dla samego zaspokojenia ciekawości. Lubię takie epickie opisy w lekko radzieckim stylu.
Napisałam wyżej, że arkuszy z częściami jest sześć: sześć dla dwóch modeli, czyli po ok. 3 strony na okręcik. Inna sprawa, że w przypadku tych modeli całkowicie to wystarczy. Okręciki są maleńkie (ok. 30 cm w skali 1/200), kadłubki mają plaskate, niskie, architektury na pokładzie niezbyt wiele. Rozrysowane zostały bardzo dokładnie, bez pomijania nawet drobnych detali. Lubię tak. Szczególnie wzruszyło mnie zaprojektowanie urządzenia sterowego WŁĄCZNIE z przebiegającymi po krawędzi pokładu linkami sterowniczymi i stabilizującymi je bloczkami. Cud-miód i orzeszki.




Kit' zaprojektowany został w czarno-żółtej kolorystyce, Biezszumnyj w oliwkowej. Wszystkie części rozrysowano podwójnie, w dwóch wariantach kolorystycznych. Detale są w pełni sklejalne, choć wymagają uważności podczas wycinania (zaprojektowane są bez luzów). Trzeba też bardzo uważać podczas wycinania części z arkusza: miejscami narysowano je bardzo ciasno jeden obok drugiego.

Generalnie są to miłe okręciki. Ja budowałam "Kita" w skali 1/400 i niektóre szablony sprawiały na mnie wrażenie niepotrzebnych, zbyt drobnych; niemniej sądzę, że w 1/200 będą akurat. Stopień detalizacji wysoki, ale wszystko da się skleić: widać, że projektował praktyk, nie teoretyk. Po sklejeniu otrzymujemy bardzo sympatycznie wyglądającego karaluszka. Dodatkowo w sieci można znaleźć mnóstwo zdjęć typu "Kasatka", co pozwala już na własną rękę wzbogacić model w różne pokładowe przydasie, akcesoria i smaczki.

Lubimy takie modele, stanowczo lubimy, mój sssskarbie, tak.
__________________________________________________________________


FLY MODEL - Polski stawiacz min ORP "Gryf", skala 1/200 - Nr 115

"Gryfa" właśnie kończę budować, no to postanowiłam napisać o nim parę słów.
Wydany w 1995 roku na formacie A3, opracowany przez Grzegorza Nowaka. 4 strony rysunków, 2 strony opisu, okładka, 5 arkuszy z częściami.
Opracowanie jeszcze ręczne, rysunki montażowe normalne, nie rendery, robione normalną, czarną kreską:


Jedno, czego się czepię: brakuje rysunków niektórych detali, np. wind kotwicznych. Niby można je skleić na podstawie tzw. wiedzy ogólnej, ale... Nie wszystkie części są też wskazane opisem na rysunkach. Generalnie wszystko idzie znaleźć, ale trzeba trochę się naszukać. Zabrakło mi też rysunku rufowej części pokładu: bębny linowe musiałam stawiać trochę na czuja, a trochę na podstawie zdjęć.
Przykładowe skany fragmentów arkuszy:


Co do kolorystyki, to od razu rzuca się w oczy wściekły pokładowy granat, efekt fantazji drukarni (bo nie sądzę, żeby projektanta!). Gryf był malowany w całości na szaro przecież. Poszycie dna ostro czerwone, śruby żółte, drewniane elementy okrętu takoż. Dodatkowy drukarski babol - nadruk kolorowy dość mocno poprzesuwany względem konturów części (nawet do 2 mm). Widać. I przeszkadza, gdyby chciało się Gryfa sklejać w standardzie.
Same części rozrysowane w sposób bardzo przyjazny, praktyczny, w pełni sklejalne. Niektóre drobne elementy zostały uproszczone (np. reflektory, windy kotwiczne), na ściankach wielu siatek znajdujemy narysowane pokrętła, poręcze, drabinki. Za to szablony druciane bardzo sympatyczne. Jest ich dużo, wygląd elementu przedstawiają bez uproszczeń. Wzruszył mnie rozrysowany szablon koszyczkowej anteny. Olinowanie rozrysowane porządnie, bez uproszczeń.
Dodatkowym miłym bonusem są narysowane na oddzielnym arkuszu zapasowe drzwi, które można sobie wyciąć i nakleić na nadbudówki celem uplastycznienia.
Spasowanie części generalnie dobre, choć dość luźne (widać ręczne projektowanie, komputer nie pozwoliłby na tak dużą swobodę). Jedyny większy kłopot miałam ze sklejką pawęży rufowej: jakoś nie chciała współpracować, gdy próbowałam ją odpowiednio uformować. O części podwodnej się nie wypowiadam, robiłam mojego Gryfa jak zwykle do linii wodnej.

Podsumowując: milutki model. Dość dobrze zdetalizowany, bez głupich uproszczeń, nie traktujący modelarza jak przedszkolaka. W pełni sklejalny, w sklejaniu sympatyczny, nie zmuszający do przeklinania. Lajcik. Jak dla mnie dodatkowym bonusem jest jego oldskulowy design, taki - w najlepszym tego słowa znaczeniu - "małomodelarzowy". Budując go przypomniałam sobie moje młode lata. Wot, wycieczka sentymentalna.

Kawał dobrej projektanckiej roboty, tyle Wam powiem.
___________________________________________________________________


SHIPYARD - jacht szwedzki z XVIII wieku, kliper baltimorski "Berbice" - Nr 17

W zeszycie tym właściwie mieszczą się dwa modele, ale tutaj tak sensownie zamierzam zrecenzować tylko jeden z nich, ten mniejszy, królewski jacht szwedzki. Jacht albowiem skleiłam, klipra jeszcze nie.
Modele Shipyardu uchodzą za pieruńsko trudne, przerażająco skomplikowane i generalnie nie dla normalnych ludzi. Cytując w tym miejscu księdza profesora Tischnera pozwolę sobie skomentować - a guzik prawda.
Modele żaglowców Shipyardu projektują ludzie, którzy się na tym po pierwsze znają, po drugie to lubią, po trzecie chcą swoją pracą sprawić przyjemność innym. Żaglowce to z definicji modele wymagające myślenia (choćby podczas robienia olinowania): większość modelarzy, popatrzywszy na rysunki tych wszystkich tajemniczych sznurków, myśli z przerażeniem: To dla mnie za trudne!!!
Zmajstrowałam w życiu kilka modeli żaglowców, przy niektórych narobiłam się bardziej, przy innych mniej, ale żaden nie sprawił mi takiej frajdy jak to Shipyardowe maleństwo.

Jachcik został opracowany w skali 1/48, ja postanowiłam go sobie maksymalnie zmniejszyć. Maksymalnie w tym przypadku oznaczało "do 1/200", gdyż poniżej wydruki stawały się nieczytelne.
Cały zeszyt zawiera 6 stron kolorowych (w tym ze zdjęciami obu modeli), 2 strony ogólnego opisu sklejania modeli kartonowych, 8 stron rysunków montażowych, 6 stron siatek wydrukowanych na miękkim papierze, 6 stron kartonowych. Części obu modeli zasadniczo są bardzo sensownie rozdzielone na arkuszach; części należące do Berbice'a wzięto w kółeczko, części jachtu - w kwadracik.
Rysunki montażowe są bardzo dokładne, a przede wszystkim - dodatkowa przyjemność - nie są szaro-szarymi renderami:

 Bardzo dużą pomocą przy budowie są też zdjęcia modelu. Niektórych detali można się dopatrzeć wyłącznie na fotkach:

Sam projekt jest po prostu miodny. Ja osobiscie bardzo bałam się podposzycia - bałam się go głównie ze względu na stopień przeskalowania modelu - ale niepotrzebnie. Podposzycie ułożyło się wdzięcznie, poszycie na nim również, przycinać i szlifować trzeba było naprawdę niewiele. Sądzę, że w oryginalnej wielkości modelu tego szlifowania i szpachlowania byłoby znacznie mniej.

 Druk jest trochę rastrowaty, za to pokłady - nareszcie! - jasne, a nie w kolorze wściekłej pomarańczki. Bez większego problemu można by zrobić pokłady fornirowe, mnie to do niczego nie było potrzebne, zostawiłam jak było i tylko je podmalowałam.
Bardzo sympatycznie rozrysowano olinowanie stałe i ruchome. Wszystkie bloczki i jufersy też zostały narysowane na arkuszach; kto chce, poskleja je i wytnie z papieru, kto chce, kupi lub zrobi drewniane.

Rysunki pokazują też sposób mocowania żagli do rej, obkładania lin na kołkach itd. Oczywiście można to pominąć i zrobić w wersji uproszczonej.
Żagle zostały narysowane w ten sposób, że można je albo "żywcem" wyciąć z arkusza i założyć na model, albo przerysować np. na płótno. Ja przerysowałam żagle na cienki, żółtawy papier, bryty naniosłam ołówkiem.

Zbudowanie tego modeliku wzbudziło we mnie apetyt na kolejne żaglowce Shipyardu. Jak mówiła reklama - cenię sobie pewność. Pewność, że mam przed sobą dobry, sklejalny, sensownie opracowany model.
_______________________________________________________________________________

MODELIK - pancernik "Hoche", 1900 rok
skala 1/200

Hoche, klasyczny francuski pancernik z kategorii pokraków przepokracznych; jeden z tych modeli, na które czekałam z autentyczną niecierpliwością.
Okładka narysowana wedle tego zdjęcia:

Z Hochem jest ten problem, że w sieci jest na jego temat bardzo mało materiałów. Znalazłam parę zdjęć, jeden rysunek, i to wszystko.
Autorem modelu jest Michał Glock.
Model został wydany w formacie A3. Zawiera okładkę i 11 stron zawartości wewnętrznej.
Historia okrętu:
Model przedstawia Hoche'a w wersji po przebudowie z roku 1900. Czyli już nie pływający hotelowiec, a w miarę normalny pancernik. Oczywiście normalny jak na Francuza...
Przykładowe rysunki montażowe:

 Arkuszy z częściami jest trochę ponad 7.
Wręgi:

Przykładowe skany wycinanki:



Druk ładny, gładki, niemal bez rastra. Nie podoba mi się odcień szarego na nadbudówkach, jest jakiś taki zimno-nieprawdziwy, jakby okręt pływał po jakimś arktycznym morzu, gdzie jest takie właśnie chłodne światło. Śruby żółte, pokład jednolity, bez waloryzacji, ale odcień całkiem fajny.
Olinowanie oczywiście uproszczone. Sam model też wygląda na uproszczony, ale ten okręt po prostu taki był. Architekturę miał niezbyt bogatą, na pokładzie rufowym wielką, pustą przestrzeń bez choćby jednej zejściówki.
Wycinanka wygląda na mało skomplikowaną, w pełni sklejalną, prostą i bez udziwnień. W 1/200 powstanie potężna, masywna bambaryła, po której oko widza będzie hulało bez ograniczeń; po zmniejszeniu do 1/400 otrzymamy wdzięczny, klasycznie dziwakowaty francuski kadłubek o z lekka absurdalnym wyglądzie. Prościutkie toto i łatwe, ale powinno w efekcie dać śmisznie wyglądający okręt. 
Cena stanowczo za wysoka jak na taki model. Niby wielki format, ale kartek w środku mało. 45 zł to gdzieś o dychę za dużo. Co nie zmienia faktu, że kupiłam go bez namysłu.
____________________________________________________________________________


ANSWER/KET - polski niszczyciel ORP "Orkan", 1942/43 rok
skala 1/200

Do Orkana podchodziłam z odrobiną rezerwy - jakoś wizualnie nie podobają mi się jego działa. Te szeroko rozstawione, cieniutkie patyczki luf, masywne wieże... jakieś to takie nieproporcjonalne.
No ale. Pomarudziłam, pokwękałam, kupiłam, otworzyłam. I zachwyciłam się.
Format wycinanki, jak to u Answera, trochę ponad A4. Model zaprojektowany przez Piotra Turalskiego.
Stron z rysunkami montażowymi - mniej więcej dwie, w tym zestawieniówka:

 Napisałam "mniej więcej", bo rysunki sa rozrzucone na dwóch arkuszach.
Historia okrętu, syntetyczny opis budowy, zdjęcia surówki modelu:

 
Zdjęcia są jakościowo takie sobie, szarawe na szarym. Naniesiono na nie numerację niektórych sklejonych zespołów, przyda się.
Arkusze z częściami osiem, w tym dwa arkusze wręg. Sposób rozrysowania podobny jak w Matabele, czyli części pogrupowane w zespoły.  

 Urzekająco sympatyczne drobiazgi: nazwa okrętu wypisana na kołach ratunkowych. W 400, po zmniejszeniu, trochę trudno to będzie odtworzyć, no ale.
Łopaty śrub wydrukowane jako żółte. Brzydkie. Dno dość mocno czerwone.
  
Z pozoru więc - okręt jak okręt. Dziób ma, rufę ma, coś pomiędzy też. Dlaczego zatem się zachwyciłam?
Z dwóch powodów.
Pierwszy to kamuflaż. Biało-szaroniebieski, z okresu arktycznych patroli, na które Orkan chodził zimą 1942/43. Śliczny, czyściutki, aż żal będzie brudzić burty.
Popatrzcie też na to zdjęcie:

Tak, wiem, że to nie Orkan. Nie szkodzi. Pomysł na dioramę gotowy.
Drugi powód mojego zachwytu jest znacznie bardziej ulotny i trudno definiowalny. Ten okręt jest po prostu śliczny. Wygląda na bardzo fajnie zaprojektowany, taki, że aż nożyczki się do niego wyrywają. I nawet te cienkie lufki jakoś przestały mi przeszkadzać.
Matabele jest fajny, solidnie zaprojektowany, bardzo porządny. Orkan ma w sobie tę odrobinkę szaleństwa, funu, które tak bardzo lubię.
__________________________________________________________________ 


ANSWER/Model Art - niszczyciel HMS "Matabele", 1939 rok
skala 1/200


Ten model mignął mi na WSMK we Wrocławiu, ale kupiłam go dopiero teraz, 2,5 miesiąca później, przez internet. 
Matabele, czyli jeden ze słynnych Tribali, doskonałych brytyjskich drugowojennych niszczycieli. Opracowany w skali 1/200 przez Piotra Turalskiego, wydany na charakterystycznym Answerowym formacie, trochę większym niż A4 (będzie się źle zmniejszał do skali 1/400...). 
Wewnątrz zeszytu - stron z rysunkami montażowymi pięć, z tego jeden całostronicowy rysunek zestawieniowy i jeden arkusz z szablonami:
 
 Rysunki porządne, czytelne. Rendery, ale o właściwie dobranym kontraście, bez udziwnień. Duży plus. Drobne elementy rozrysowane w jasny, przyjazny nawet dla początkującego modelarza sposób.
Dwie strony wręg, sześć stron z częściami modelu. Części rozmieszczone na arkuszach niezbyt gęsto, zespoły zdają się być zgrupowane w miarę obok siebie (czyli raczej nie grozi nam rozpaczliwe poszukiwanie drobnych detali po wszystkich możliwych i niemożliwych arkuszach). Druk czysty, bez przesunięć, karton delikatny, wygląda na miły.

 
 Drewno trochę zbyt żółte, zbyt jednolite. Kolor poszycia mógłby być o ton mniej czerwony. Łopaty i wały śrub wydrukowane na żółto, czyli obawiam się, że trzeba je będzie pozłocić.

W sumie model wygląda na miodny i chyba będzie się fajnie sklejał. Oczywiście po zmniejszeniu do ludzkiej skali 1/400.
____________________________________________________________________________

Heinkel Models - fregata pancerna "Numancia", 1900 rok
skala 1/200

Kupiłam ten model online, na stronie ECardmodels. Sama procedura zakupu jest błyskawiczna - linki do ściągnięcia modeli pojawiają się kilkanaście sekund (!) po dokonaniu płatności (płaciłam PayPalem). Można było kupić zarówno wersję Numancii do linii wodnej, jak i z pełnym kadłubem. Ja, jako stary, zakamieniały zwolennik pokazywania okrętów na wodzie, wybrałam waterline. Potem musiałam sama dorabiać kawałeczki poszycia dennego, bo mi się koncepcja ekspozycyjna zmieniła.


Plik PDF zawiera 13 stron, z czego części stron 6. Niby niedużo, ale też sam okręt ani do wielkich, ani do skomplikowanych nie należał. Przykładowe skany:

Bardzo ładnie - moim zdaniem - wygląda pokład: prawdziwy, ciemny teak. Detale wyposażenia nie są przesadnie szczegółowe, za to w pełni sklejalne; łódki wręcz składają się same. Niepokoiłam się, jak będą pasować burty, które na tym okręcie były okrąglutkie jak dobrze wypieczona bułeczka, a które rozrysowane zostały dość prosto...

...a tu wot, małe zdziwienie: pozaokrąglały się i ułożyły bez większego problemu. Szpar nie było, braków nie było.

Rendery montażowe i szablony:


Uproszczone, za to w pełni sklejalne.
Większość elementów została w modelu zaprojektowana jako możliwa do wykonania z papieru, choć na szczęście autor nie każe zwijać rejek z wąskich paseczków papieru ani wycinać papierowych flagsztoków. Olinowanie oczywiście uproszczone, ale na szczęście nie za bardzo. Bardzo sensowny, przemyślany, praktyczny model.

Podsumowując:
Na arkuszach Numancia wygląda ubogo, za to po sklejeniu prezentuje się ładniej, niż to zapowiadała wycinanka. Brak niepotrzebnych udziwnień i nadmiernych skomplikowań. Model na kilka wieczorów, nie na pięć lat. Bez kombinowania, bez zadręczania modelarza. Relaks.

________________________________________________