czwartek, 5 listopada 2026

Kitku hoplitku

 Z opisem Czata Czarka

Hoplita

Niektóre figurki są zabawne już z samego założenia. Na przykład kot w uzbrojeniu greckiego hoplity. Krótkie łapy, wielka głowa, okrągły brzuch, hełm z otworami na uszy, włócznia i tarcza. Do tego mina kogoś, kto ma do świata pretensje, ale nie zamierza ich szczegółowo wyjaśniać.

Właściwie taki model można pomalować na wiele sposobów. Można podkreślić jego komizm, zrobić z niego sympatycznego wojownika, trochę groźnego, trochę niezdarnego. Ja postanowiłam po prostu zastosować kolorystykę i techniki, których użyłabym przy malowaniu ludzkiej postaci.

Ciemna sierść, brązowa zbroja, czerwony płaszcz. Zestaw dość oczywisty, ale dający sporo możliwości.

Czerń kota ostatecznie rozjaśniłam do chłodnych, grafitowych szarości. Malowałam sierść drobnymi kreseczkami, zgodnie z kierunkiem włosa, stopniowo wydobywając kształt pyska, policzków, łap i ogona. To moja stara maniera. Zamiast położyć plamę koloru i załatwić sprawę, wolę budować powierzchnię dziesiątkami drobnych pociągnięć pędzla. Nie zawsze jest to konieczne, ale najwyraźniej tak już mam.

Najwięcej uwagi poświęciłam twarzy. Zależało mi na zachowaniu tego szczególnego wyrazu, który nadał jej rzeźbiarz. Kot jest niezadowolony, może trochę naburmuszony, ale wcale nie wściekły. Nie szczerzy zębów i nikomu nie grozi. Po prostu patrzy.

Oczy zrobiłam intensywnie zielone. To właściwie jedyny tak mocny, zimny akcent kolorystyczny w górnej części figurki. Przy szarym pysku i złocistym hełmie są bardzo wyraźne. Chciałam, żeby najpierw widziało się kota, a dopiero potem jego uzbrojenie.

Pancerz pomalowałam metalikami, różnicując odcienie złota, miedzi i brązu. Nie zależało mi na idealnie wypolerowanej, jednolitej powierzchni. Napierśnik jest jaśniejszy, dolne części zbroi ciemniejsze, hełm ma własną tonację. Wszystko to miało wyglądać na przedmioty wykonane z metalu, a nie na jedną złotą bryłę.

Płaszcz dostał dużo czerwieni i pomarańczu. W głębokich fałdach miejscami przechodzi w ciemny, brunatny kolor, na krawędziach jest niemal ognisty. Podobnie potraktowałam grzebień hełmu, choć tam starałam się wydobyć przede wszystkim strukturę włosia.

Od tyłu kot wygląda zupełnie inaczej niż z przodu. Prawie całą postać zajmuje wielka czerwona płaszczyzna płaszcza. Spod niej wystają krótkie łapy i pręgowany, szary ogon. Jest w tym coś bardzo kociego, mimo całego antycznego uzbrojenia.

Osobnym problemem była tarcza.

Greccy hoplici malowali na tarczach rozmaite znaki: zwierzęta, litery, symbole geometryczne, potworne maski. Szczególnie spodobał mi się pomysł wykorzystania gorgoneionu, czyli przedstawienia głowy Gorgony, mającego chronić wojownika i odstraszać przeciwników.

Oczywiście mój hoplita potrzebował gorgoneionu kociego.

Przygotowałam kilka wariantów. Było stylizowane oko, był znak przypominający odcisk łapy, była wreszcie groźna kocia maska. Wybrałam tę ostatnią.

Na czerwonym polu tarczy namalowałam jasny pysk z szeroko otwartymi oczami, nastroszonymi wąsami i wyszczerzonymi kłami. Dodałam kilka archaizujących ornamentów. Całość nie jest idealnie symetryczna ani szczególnie precyzyjna. Chciałam, żeby przypominała rzeczywiste malowidło na tarczy, nie współczesny znak graficzny.

Dopiero po skończeniu zauważyłam pewien kontrast.

Kot stoi, trzyma włócznię, patrzy przed siebie z niezmiennie niezadowoloną miną. Natomiast kot namalowany na tarczy warczy, szczerzy zęby i najwyraźniej zamierza pożreć pierwszego przeciwnika, który podejdzie wystarczająco blisko.

Wychodzi na to, że gorgoneion zajmuje się całą demonstracją agresji, zwalniając właściciela z konieczności osobistego angażowania się w podobne przedstawienia.

Bardzo rozsądny podział obowiązków.

Podstawkę pozostawiłam chłodną, szaroniebieską. Zrezygnowałam z ciepłych piasków, ochr i innych barw, które mogłyby kojarzyć się ze śródziemnomorskim krajobrazem. Ciepłych kolorów jest już wystarczająco dużo na samej figurce. Kamień miał być po prostu kamieniem, a nie kolejnym elementem domagającym się uwagi.

Nie dodawałam też żadnych szczególnych dekoracji. Ruin, porzuconej broni, czaszek pokonanych wrogów. Nie widziałam powodu.

Kot stoi na bruku. To mu wystarczy.

Kiedy oglądam gotową figurkę, najbardziej podoba mi się zderzenie umowności rzeźby z dość realistycznym sposobem malowania.

Proporcje są przecież całkowicie fantastyczne. Wielka głowa, krótkie nogi, przysadzisty tułów, hełm skonstruowany specjalnie dla kocich uszu. A jednak uzbrojenie ma swój ciężar, metal odbija światło, płaszcz układa się w fałdy, sierść ma własną fakturę.

Nie próbowałam dodawać kolejnego żartu do tego, który wymyślił już rzeźbiarz.

I chyba to wystarczyło.

Kot nie pozuje do pomnika, nie świętuje zwycięstwa, nie stoi na stosie pokonanych przeciwników. Po prostu pełni służbę.

A jeżeli komuś nie podoba się, że greckim hoplitą jest kot, to chyba powinien porozmawiać z gorgoneionem.

Właściciel tarczy nie wygląda na zainteresowanego dyskusją.










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz