Thursday, September 14, 2017

Madonna Miłosierdzia

Dla przyjaciółki.



Matka Boża Miłosierdzia, czyli Matka Boża Ostrobramska. 
Zaczynamy nową ikonę. 
Z Ostrobramską jest tak, że to nie jest klasyczna ikona. To jest religijny obraz, choć namalowany temperą na desce. Ale powstał w XVII wieku i nosi na sobie piętno barokowej i rokokowej maniery malarskiej, która z ikonami ma niewiele wspólnego. 
Wierni widzą ten obraz przeważnie ubrany w srebrną, złoconą sukienkę. Optyczną całość z obrazem tworzy też XIX-wieczne wotum - charakterystyczny "leżący na plecach" półksiężyc. W takiej też postaci Madonna Miłosierdzia utrwaliła się w świadomości widzów. 
Moja Madonna będzie ciut bardziej ikoniczna w kształcie, choć nie zamierzam rysować jej klasyczną ikonową kreską. Uproszczę aureolę i zdejmę obie korony. No i nie ma mowy o żadnych sukienkach, rzecz jasna.


Szkic.
Obraz z Ostrej Bramy nie jest klasyczną ikoną. Z wielu względów, ale również z uwagi na manierystyczną kreskę i lekkie skłanianie się ku linearnej perspektywie. Z drugiej strony, to właśnie ten wizerunek wielu z nas nosi w sercu, i zmienianie go pozornym, pseudoklasycyzującym "czyszczeniem" z późnych naleciałości byłoby zwyczajnie psuciem, nie poprawianiem. 
Dlatego zostawiam w spokoju ogólny kształt wizerunku, i skoryguję jedynie mniej ważne detale - korony, kształt aureoli. Zdejmę też z obrazu część linearnej perspektywy na korzyść klasycznej ikonicznej, odwróconej.


 Pierwsze kolory. 
Ciemne tło? Tak. Z dwóch powodów:
1. na oryginale też jest znacząco ciemniejsze od reszty,
2. Matka Boska w klasycznie niebiesko-czerwonych szatach na jasnozłotym tle miewa tendencje do przesłodzonego, plastikowego wyglądu. Taka "so sweety" się robi, prawie jak na selfiku z dzióbkiem. 
Madonna Miłosierdzia to - tak Ją widzę - dojrzała kobieta, która wszystko już widziała. Narodziny Syna, Jego nauczanie, śmierć i zmartwychwstanie. Matematycznie licząc, ma około pięćdziesiątki. Owszem, można to pokazać na twarzy, ale cała postać musi być spójna. Sami wiecie: dojrzałe panie ubrane w różowości i ostre czerwienie wyglądają trochę jak Dzidzia Piernik.
Dlatego ciemne tło, i dlatego szaty Madonny też będą ciemne.



Twarz. 
Każdą postać na ikonie, twarz każdej postaci, "robi" jakiś detal. Kopiując ikonę trzeba go wychwycić i zrozumieć, i ustalić, jakie relacje wiążą ten detal z resztą twarzy. I rozumnie, świadomie namalować swoją własną wersję. 
Nie jest dobrze kopiować fotograficznie, bo to jest malarski martwy ciąg. Ale nie jest też dobrze kopiować nieuważnie, bez przemyślenia, bo często wychodzi potworek. A w ogóle, to ten "czyniący detal" nie zawsze i nie od razu daje się uchwycić. I wtedy człowiek siedzi, poprawia, szuka - i wciąż widzi, że coś jest nie tak.
Taka robota, że oczy czy usta czasem maluje się kilka godzin. A czasem kwadrans. 
Tę Madonnę robią opuchnięte (ale nie zaczerwienione!) górne powieki. Takie ciężko obwisłe, jak widać u starych, mądrych ludzi. Choć reszta twarzy jest zdecydowanie młodsza niż powieki, to właśnie one nadają Madonnie ten specyficzny, wiele rozumiejący wyraz.


Wykańczanie i domykanie twarzy. 
Obraz, który kojarzymy z Matką Bożą Ostrobramską, ma dwie redakcje. Różnią się układem dłoni, sposobem wykończenia granatowego płaszcza oraz kolorem jego wewnętrznej strony. Ja wybrałam wersję zielonego wykończenia, żeby trochę ożywić całość ciemnej ikony. 
Welon będzie oczywiście biały. Na razie jedynie położyłam najciemniejszy kolor podkładu.


Błękitny płaszcz. 
To znów jest kompromis - kompromis między ikonową "klasycznością" a kształtem obrazu z Ostrej Bramy, jaki większość z nas nosi pod powiekami pamięci. 
Klasycznie, to ubrania na ikonach cieniuje się zupełnie inaczej. Różnie inaczej, ale nigdy nie tak, żeby wyglądały jak namalowane olejami. Technik jest cała masa, od najbardziej oczywistego laserunku poczynając a na najbardziej symbolicznych asystach kończąc. Tymczasem obraz z Ostrej Bramy malowany jest właśnie tak, gęsto, ciemno, niemal olejnie. I co?
I uznałam, że nie ma co mędrkować ani poprawiać. Poprawianie dobrego często kończy się popsuciem całości. Jedno co - użyłam rozproszonego, takiego po ikonowemu niekonkretnego światła, wypływającego zewsząd i znikąd. Nie punktowego, jak to zazwyczaj się robi.



 Kolorujemy szaty. 
Ciemny błękit i ciemna czerwień to najwspanialsze z ikonowych kolorów; oba potrafią czasem przejść w purpurę. Tak ubiera się na ikonach Jezusa i Maryję, przy czym Jezus ma najczęściej tunikę niebieską a płaszcz czerwonopurpurowy, gdy Maryja odwrotnie - czerwoną tunikę, niebieski płaszcz. To kolory królewskie, drogocenne, najlepsze; złoto zastrzeżone jest dla emanacji Bożej obecności, dlatego nie maluje się złotych szat.
Pozostali święci też bywają ubrani w czerwień i błękit, ale wtedy zawsze są to jaśniejsze, mniej wysycone odcienie. I nigdy nie purpurowe.


Już prawie. 
Moje kolory są ciut żywsze niż na oryginale. Przeważnie tak jest, taką mam manierę malarską. Ikona kąpie się w świetle, w ikonie nie ma miejsca na burą szarość. Ikona to Boże światło w naszym deszczowym, niedoświetlonym świecie.






Ostrobramska Madonna Miłosierdzia. 
Akryl na desce, 10x15 cm.
Gotowa.A

No comments:

Post a Comment