Tym razem nie są to triady (choć ze 2 można na upartego dobrać), a 30 pojedynczych, takich jakby brudnawych i przydymionych kolorów. Czyli coś, co lubię najbardziej na świecie.
Oczywiście wiem, że każdy odcień można sobie zmieszać samemu. Ale, no, te są gotowe po prostu.
3 metaliki, 6 washy, reszta klasyczne farby. Z tą delikatną, mięciutką fakturą, cienko i gładko się rozprowadzającą na pędzlu.
Od razu zamieszkały na stojaku maksymalnie pod ręką, bliziutko nad blatem biurka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz