piątek, 30 stycznia 2026

Inbox - Shipyard - Hanse Kogge - skala 1/72

 Mój gwiazdkowy prezent od Victoriusa. Wielkie dzięki, brat!

No więc koga. Ja lubię kogi. W ogóle lubię wszystkie wczesne żaglowce; w miarę zbliżania się do tzw. klasycznych pełnorejowców mój entuzjazm spada. Nie, jasne, "Victory" pod pełnymi żaglami jest arcyprzepiękna - ale przy tym albo zbyt wielka rozmiarowo, albo za mało dokładna (w 1/700). A kogi dodatkowo łechcą mój patriotyzm lokalny, no bo przecież hanzeatycki Gdańsk i te klimaty. 

To tutaj... matulu, jakie wielkie pudło. Moja pierwsza myśl, gdy na to spojrzałam: rety, muszę to szybko zbudować, bo nie mam miejsca na trzymanie tego ogromnego pudliska.

Tylna strona pudła:



Instrukcja. Dwutomowa, każda książeczka po kilkadziesiąt stron. 































To jest model w 100% wycięty laserem. Nie wiem, jak się będzie budował, ale że jestem a) ciekawska jak kot, b) leniwa jak dwa koty, to postanowiłam spróbować. 

Historia mojej kogi:

Szablony żagli:


Zestawieniówka:



I lecim po kolei arkusze z częściami. Wszystko to 0,5-1 mm tektura, w zależności od potrzeb. 






Trzeba to będzie pomalować/zaimpregnować jakimś rzadkim washem olejnym, zanim zacznę budować. Jeszcze nie wiem, gdzie będę suszyć arkusze ;)

Drobne dobro, czyli kijki na maszty, preszpanowe bloczki, nici różnych grubości. 



Bloczki zdecydowanie zamieniłam na żywiczne, z HiS Models. Uzasadnienie: lenistwo. 


Dodatkowo - farby do pomalowania kogi. 


Okucia różne:


Płócienny żagiel z przeszytymi już brytami, flagi:



I... o matulu, jakie to piękne i tłuste. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz