Mój gwiazdkowy prezent od Victoriusa. Wielkie dzięki, brat!
No więc koga. Ja lubię kogi. W ogóle lubię wszystkie wczesne żaglowce; w miarę zbliżania się do tzw. klasycznych pełnorejowców mój entuzjazm spada. Nie, jasne, "Victory" pod pełnymi żaglami jest arcyprzepiękna - ale przy tym albo zbyt wielka rozmiarowo, albo za mało dokładna (w 1/700). A kogi dodatkowo łechcą mój patriotyzm lokalny, no bo przecież hanzeatycki Gdańsk i te klimaty.
To tutaj... matulu, jakie wielkie pudło. Moja pierwsza myśl, gdy na to spojrzałam: rety, muszę to szybko zbudować, bo nie mam miejsca na trzymanie tego ogromnego pudliska.
Tylna strona pudła:
Drobne dobro, czyli kijki na maszty, preszpanowe bloczki, nici różnych grubości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz