Od nieocenionego Roberta. Dziękuję.
Do Amsterdamu pojechałem służbowo bez planów na czas wolny. Ale skoro udało się wygospodarować wolne popołudnie, udałem się do ichniejszego muzeum narodowego. Jakieś mgliste pojęcie o tym czego się tam spodziewać miałem. Nie od wczoraj człowiek żyje na tym świecie. Owszem, interesuje się tym i owym, to i trochę kultury liznął. Wiele obiektów zainteresowało mnie jako modelarza. Dzięki Kasi mogłem podzielić się widokiem niektórych z szanownym gronem tu obecnych. Jako się rzekło, główny powód moich tam odwiedzin pozostał dla mnie jednak zakryty. Trwały właśnie prace konserwatorskie przy płótnie. Pozostało mi jednak wiele innych. Niektóre równie wielkie powierzchnią, warsztatem, stylem a i o zbliżonej tematyce. Między nimi zaś przechadzał się strażnik muzealny. Było ich tam oczywiście wielu. I jakże innych niż ci, do których przyzwyczaiły nas rodzime placówki. Głównie postawni mężczyźni, z którymi wolałbym nie zadzierać. Ten był jednak szczególny. Nie wytrzymałem i zagadnąłem go, mówiąc, że pasuje jak nikt do owego miejsca bo z powodzeniem mógłby służyć dawnym mistrzom za model. I przysiągłbym, że oblicza podobne jemu spoglądały na mnie z niejednego obrazu. Twarz mu się na to rozjaśniła uśmiechem i odparł - A gdybyś tak jeszcze mnie zobaczył w XVII-wiecznym kostiumie. Okazało się, że jest rekonstruktorem rozmiłowanym w tym właśnie okresie. Dobre miałem oko, że go wypatrzyłem bo też i mi na takiego wyglądał co spod szerokiego rondem kapelusza patrzy a prawicę na rapierze wspiera. I dalejże opowiadać, on mnie a ja jemu, o bitwach, pochodach, dobywaniu twierdz i obozowych ogniskach. Dwóch wariatów pośrodku The Gallery of Honour a wokół Vermeer, Hals, Steen i van Rijn. Mówię mu, tu u was w Niderlandach wojen niemało w ten czas się przydarzyło. A wiesz Ty co w Polszcze się działo, kiedy czas królów obieranych nastał? To wyście sobie królów wybierali?! Zakrzyknął, otwierając szeroko oczy ze zdziwienia. I zaraz potem sięgnął po papier i ołówek i jął notować: Henri de Valois, Bathory Istvan, Sigismund z Wazów i kolejni, aż po wielkiego Lwa Lechistanu, który Europę w pamiętnym roku 1683 przed półksiężycem zratował. Wielce to ciekawe i zajmujące, powtarzał obiecując i sobie i mnie, że musi historię Rzeczypospolitej koniecznie zacząć studiować.
Żegnając się uścisnęliśmy sobie dłonie. Kto wie, może przyjdzie nam się jeszcze kiedyś spotkać?







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz