czyli amerykański czołg lekki z okresu II wojny światowej, następca M3/M5 Stuart. Wyprodukowany przez firmę Cadillac, uzbrojony w armatę 75 mm był pierwszym czołgiem aliantów zachodnich używający jako zawieszenia drążków skrętnych zamiast wózków jezdnych z podwójnymi kołami.
Pojawił się masowo m.in. na froncie włoskim, w Ardenach w grudniu 1944 roku ale także wziął udział w wojnie koreańskiej. Co ciekawe, wg Wikipedia nadal znajdują się w służbie Urugwaju.
Ponieważ model trafił już na warsztat podzielę się kilkoma spostrzeżeniami z budowy. Sprawdza się wszystko czego można się spodziewać po produkcie Tamiya:
- bezproblemowy montaż (wszystko perfekcyjnie spasowane);
- sporo detali, typu uchwyty, zapięcia, itp. odlanych wraz z kadłubem;
- bardzo dobrze sprawdzający się nowy "system" gąsienic typu linkowego, wraz z nacięciem ustalającym na kołach (co dziwne liczba ogniwek nie jest symetryczna po obu stronach);
- wszystkie elementy mają swoje kołki i otwory ustalające, nie da się niczego pomylić;
- lufa w postaci jednego elementu jednak wymaga szlifowania;
- oszczędna imitacja struktury odlewu;
- fototrawiona siatka wraz z formą do jej prawidłowego ukształtowania;
- świetna instrukcja pokazująca nie tylko miejsce montażu ale i obrazująca wygląd po przytwierdzeniu elementu;
- dodatkowa kolorowa instrukcja z opisem technicznym ze skróconą historią pojazdu;
- 2 figurki, Tamira mocno pociągnęła ich jakość, szczególnie detale, ale twarze pozostały nijakie.
Nie sprawdzałem jeszcze kalek ale dziwna sprawa, kopuła włazu dowódcy ma przezroczyste wizjery a jednocześnie producent przeznaczył dla nich kalki. Natomiast wizjery załogi odlane w całości z zielonego tworzywa nie posiadają żadnych przezroczystych elementów czy odblaskowych kalek.
Od pewnego czasu Tamiya w swoich modelach zaczyna wprowadzać "częściowe" wyposażenie wnętrza wieży i tak jest tym razem, mamy mechanizm działa,radio, jak i fotele dostosowane wysokością do umieszczenia wspomnianych figurek.
Tylko pokrywa włazu dowódcy od wewnątrz zawiera ślady po wypychaczach oznaczających konieczność ich szpachlowania i szlifowania.
W oczy rzuciły mi się jeszcze nowe, lepiej zdetalowane narzędzia, ładna, wyprofilowana lina oraz niezłe atrapy pokrowców na bokach.
Spotkałem się z opinią, że zaczepy i uchwyty mają długie kołki ustalające, pozwalające na ich wygodny chwyt i szlifowanie.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz