Pantokrator. „Ja Jestem”
Ten Pantokrator wyrasta z mozaiki z Cefalù, ale nie jest jej kopią. Zachowuje podstawowy układ: frontalną postać Chrystusa, krzyżowy nimb, prawą dłoń uniesioną w geście błogosławieństwa i otwartą księgę. Reszta została stopniowo uproszczona, przyciszona i podporządkowana jednemu centrum — twarzy.
Najważniejsze są oczy.
Są nieco szerzej rozstawione niż w cefalutańskim pierwowzorze. Ta niewielka zmiana otwiera twarz i nadaje spojrzeniu więcej przestrzeni. Nie jest ono surowe ani groźne, ale też nie próbuje być serdeczne za wszelką cenę. Nie ma uśmiechu, nie ma demonstracyjnej łagodności. Jest spokój, uwaga i pewna powaga człowieka, który dużo widział.
Spojrzenie nie zatrzymuje widza siłą. Raczej pozostaje dostępne: można przed nim stanąć.
Twarz jest stosunkowo ciemna, modelowana oszczędnie. Nie została wygładzona ani rozświetlona do jednolitej, idealnej powierzchni. Cień pozostaje częścią twarzy. Delikatne asymetrie również. Dzięki temu Chrystus nie staje się abstrakcyjnym wizerunkiem doskonałości ani wypolerowaną figurą religijną. Zachowuje ciężar ludzkiej twarzy.
Wokół niej znajduje się prosty krzyżowy nimb. Złoto jest celowo bliskie barwie drewna, a ramiona krzyża nieco jaśniejsze. Nie ma drobnych ornamentów znanych z pierwowzoru. Nimb oznacza, ale nie dominuje.
Tło w ogóle nie zostało zamienione w tradycyjne złote pole. Pozostaje nim jasna deska z widocznym naturalnym rysunkiem słojów. Duża część powierzchni nie została pokryta farbą.
Ta pustka jest jednym z istotnych elementów obrazu.
Postać nie wypełnia szczelnie całej deski. Nad głową i po bokach pozostaje miejsce, w którym nic nie trzeba dopowiadać. Naturalne drewno nie udaje przestrzeni ani blasku. Jest po prostu materiałem — spokojnym, jasnym, nieprzysłaniającym postaci.
Szaty również zostały podporządkowane twarzy. Błękit płaszcza jest głęboki i przygaszony. Najwięcej światła pojawia się w pobliżu głowy, później stopniowo gaśnie w kolejnych fałdach. Nie chodzi tu o realistyczny kierunek oświetlenia. Światło pełni raczej funkcję hierarchiczną: ma prowadzić wzrok od twarzy na zewnątrz.
Czerwona szata pod spodem została zbrązowiona i miejscami silnie przyciemniona. Jej ornament pozostaje czytelny, ale nie staje się samodzielnym tematem. Ciepła czerwień tworzy pod twarzą spokojny rdzeń, równoważony przez ciemny błękit płaszcza.
Gest błogosławieństwa zachował klasyczną formę. Jest jednak odsunięty daleko od twarzy i otoczony pustą przestrzenią, dzięki czemu nie konkuruje ze spojrzeniem. Po drugiej stronie pojawia się otwarta księga — jedyna duża, jasna powierzchnia poza twarzą.
Na jej kartach zapisano:
JA JESTEM
oraz:
ŚWIATŁOŚCIĄ ŚWIATA
Podział tekstu nie wynika z braku miejsca.
„Ja Jestem” zajmuje osobną kartę, ponieważ ma zabrzmieć samodzielnie. Najpierw pojawia się obecność i tożsamość. Dopiero na drugiej stronie następuje dopełnienie wypowiedzi: „światłością świata”.
Nie jest to więc po prostu zdanie podzielone między dwie kartki. Pomiędzy jego częściami powstaje pauza.
Ja Jestem.
Dopiero potem:
światłością świata.
Litery są czerwone, podobnie jak obrys nimbu oraz sigla IC XC umieszczone wysoko w narożnikach deski. Dzięki temu tekst nie wygląda jak obcy element naniesiony na gotową kompozycję. Czerwień łączy księgę, nimb i oznaczenia w jeden dyskretny rytm.
Same sigla odsunięto możliwie daleko od głowy. Nie wchodzą w wolną przestrzeń wokół postaci bardziej, niż to konieczne.
Cały obraz zbudowany jest właściwie z kilku stopni ciszy.
Najpierw spojrzenie.
Potem twarz.
Dopiero później nimb, szaty, dłonie i księga.
Nie wszystko zostało pokazane z jednakową siłą. Nie każda fałda wymaga osobnego światła, nie każdy ornament pełnej czytelności, nie każda część powierzchni wypełnienia.
Dzięki temu Pantokrator nie staje się katalogiem znaków.
Jego zasadniczym tematem pozostaje obecność.
Twarz patrzy. Księga mówi: Ja Jestem.
Reszta może już milczeć.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz