O samym pojeździe sporo napisałem przy okazji opisu zawartości pudła.
Przypomnę tylko, że czołg M24 nazwany Chaffee pojawił się pod koniec II WŚ, zastępując wysłużonego już M3/M5 Stuart.
Nowatorska konstrukcja sprawiła, że używany był jeszcze długo po zakończeniu 2 WŚ.
Model w budowie potwierdził wszystkie opinie o Tamiya, świetnie spasowany a budowa to czysta przyjemność.
Nawet gąsienice nie wymagają nakładu czasu i pracy a wyglądają naprawdę realistycznie.
Tamiya podciągnęła się wyraźnie, w temacie figurek, ale nadal jest to mocno średnia półka.
Ze względu na kształt malowanie pozwoliło na kilka zabiegów i sztuczek modelarskich, co powoduje, że jest on niezwykle przyjemny dla oka.
Pierwszy raz do malowania użyłem farb akrylowych z palety Mission Models.
Farby te (nie wiem ile w tym zasługi, że to akryle) dają niezwykle przyjemną, nasyconą barwę i ciekawą strukturę malowanych powierzchni.
Natomiast wymagają większych umiejętności przy malowaniu aerografem niż dotychczas używane przeze mnie Mr Hobby C lub H.
Powyższe pozytywy, jak i deklarowana niska agresywność dla zdrowia, nie usprawiedliwiają jednak ich ceny.
Podsumowując świetny model, godny polecenia nawet dla początkujących modelarzy, nie wymagający żadnych dodatkowych nakładów finansowych (mam na myśli oczywiście dodatki)
Ja już nie mogę zaliczyć się do początkujących, więc winieta w drodze :-)












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz