Thursday, August 18, 2016

Trinity Knight

Z Archiwum X. Dioramka powstała na poczatku 2009 roku.


Rycerz Trójcy Świętej
skala 54 mm


            Parę miesięcy temu mój dobry kolega Robert ot tak jakoś, mimochodem niby, podsunął mi pod łokieć XIII-wieczną rycinę Williama Peraldusa, pochodzącą z dziełka „Summa Vitiorum”. Rycina sama w sobie ciekawa, ale najbardziej zafascynowała mnie tarcza rycerza. Pomyślałam: trzeba zrobić taką figurkę…




            Znalazłam w magazynku jakieś „rycerskie” części, poprzerabiałam, co trzeba, dobrałam odpowiedniego konia. Najważniejszy był charakterystyczny w kształcie hełm, trójkątna tarcza i konik pozbawiony kropierza. O otoczeniu mojego Militis Christi – wyłaniającym się z chmur aniele, o siedmiu grzechach głównych, o siedmiu darach Ducha Św. pomagających rycerzowi w walce z grzechami – o tym wszystkim na razie nie myślałam. Skupiłam się na początek na rozszyfrowaniu symboliki rysunku na tarczy.


            Sama tarcza to tzw. Scutum Fidei, Tarcza Wiary. Źródłem jest fragment Listu św. Pawła do Efezjan: „Dlatego weźcie na siebie pełną zbroję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się przeciwstawić i ostać, zwalczywszy wszystko. Stańcie więc [do walki] przepasawszy biodra wasze prawdą i oblókłszy pancerz, którym jest sprawiedliwość, a obuwszy nogi w gotowość [głoszenia] dobrej nowiny o pokoju, w każdym położeniu bierzcie wiarę jako tarczę, dzięki której zdołacie zgasić wszystkie rozżarzone pociski Złego. Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże(Ef 6, 13-17).

            Sam rysunek przedstawia w formie graficznej relacje między trzema Osobami Trójcy Św.: Bogiem Ojcem, Synem Bożym i Duchem Świętym. W centrum znajduje się koło z napisem DEVS (w skróconym, typowym dla średniowiecza zapisie). W prawym górnym (heraldycznie) rogu tarczy mamy PATER (Ojciec), w lewym górnym FILIVS (Syn), w dolnym SPIRITVS SANCTVS (Duch Święty). Poszczególne Osoby są tożsame co do natury (symbolizują to napisy EST, łączące koła na obwodzie z kołem w centrum), ale są całkowicie oddzielnymi bytami (napisy NON EST, łączące koła na obwodzie między sobą).

            Analizując rycinę dalej wychwyciłam kolejne smakowite asocjacje. Na końskim czapraku mamy wykonany łacińską minuskułą napis „humilitas” (pokora), wokół rycerza w różnych miejscach czytamy: „claritas” (czystość), „bona voluntas” (dobra wola), „spes futuri gaudiae” (nadzieja przyszłej chwały), „verbum Dei” (słowo Boże), i inne. Część z nich postanowiłam umieścić na końskim rzędzie i na hełmie rycerza. Nie mogłam wykorzystać wszystkich; nie wyobrażam sobie rysowania napisów na końskich kopytach, musiałam również zrezygnować z opisywania włóczni; niektóre napisy zamieniłam miejscami w stosunku do ryciny (np. bona voluntas znalazła się po prawej, niewidocznej na rysunku, stronie czapraka). Z ryciny nie wynika, co znajdowało się na tunice rycerza – może byłaby to „iustitia” (sprawiedliwość)? Postanowiłam nie stawiać hipotez, zostawiłam tunikę białą.
            I rycerza, i konia malowałam posiłkując się kolorystyką ryciny – a więc koń to dość ciemny jabłkowity siwek, rząd, samo siodło i uprząż w różnych odcieniach bieli, podobnie biała tunika rycerza. Złocony hełm i rękojeść miecza, białe drzewce włóczni, pod grotem czerwony proporczyk z białym krzyżem.
            Mniej więcej na etapie wykańczania detali zaczęłam się zastanawiać nad podstawką. Anioła w chmurach na razie omijałam wzrokiem, nie mając pojęcia, jak by się z czymś takim można zmierzyć; nie miałam ani koncepcji na samą figurkę, ani, tym bardziej, na umocowanie jej na dioramce. Przyjrzałam się za to ohydnym, nietoperzasto-skórzastym demonom, przeciwnikom Militis Christi. siedem grzechów głównych, jak nic!
            Jak zrobić grzechy? skąd wziąć figurki?
       Jedną z moich sympatii w skali „bitewniakowej”, czyli 28-32 mm, są figurki do gry Konfrontacja, produkcji Rackhama. Szalone, zwariowane wzornictwo, obłędne bogactwo szczegółów, do cna zwichrowane poczucie humoru rzeźbiarzy i malarzy – doskonale. Przekopałam moje pudło magazynowe z Konfrontacją i wybrałam kandydatów na grzechy. Przejrzałam jeszcze pudełka z innymi bitewniakowymi figurkami, wybrałam, potem dokonałam ostatecznej selekcji…
            A oto grzechy po kolei, w mojej interpretacji:
            Pycha: złośliwie chichoczący nietoperzowaty stwór, kusi rycerza królewską koroną i tytułem Regis Mundi, Króla Świata.
            Chciwość: tak obładowana zdobyczami i łupami, że aż z nosem przygiętym do ziemi.
            Nieczystość: lubieżna ruda kocica tuląca się do rycerskiego strzemienia.
            Zazdrość: zzieleniały z zazdrości kaleka z amputowaną nogą, wsparty o kuli.
            Gniew: wymachujący dwoma wielkimi mieczami, aż siny z wściekłej złości.
            Lenistwo: takie niby nic… znudzony, skrzydlaty, złośliwie uśmiechnięty diabełek, nie robiący niczego konkretnego.
            Obżarstwo i opilstwo: tłuściutki, prosiaczkowaty różowy brzuchacz z butelczyną w rączce.
        Nadszedł czas komponowania podstawki. Rycina nie daje żadnych wskazówek oprócz jakiegoś falistego, zielonego mazaja pod końskimi kopytami. Z kilku kawałków połamanej gałęzi akacjowca skleiłam odpowiedni „teren”, miejsca łączenia zasłoniłam różnymi masami modelarskimi Vallejo. Mniej więcej w tym momencie zdałam sobie sprawę, że nie uda mi się „ominąć” anioła; z tyłu podstawki zainstalowałam wysoki „pień”, który miał mi posłużyć jako podpórka. Robienia chmury absolutnie nie przewidywałam. Chmura z waty jakoś do mnie nie przemawia, a inny pomysł mi do głowy nie przyszedł.
            Na rycinie anioł jest całkiem spory, mniej więcej wzrostu rycerza, więc figurki do bitewniaków nie wchodziły w rachubę. Wybrałam po namyśle biegnącego, dość klasycznego skrzydlacza z Andrei, z serii Warlord Saga, o nazwie Leogante Wings of Redemption. Pomyślałam, że po położeniu go na brzuszku całkiem nieźle będzie imitował wylatującego z chmur anioła. Przekręciłam mu jeszcze tylko głowę w prawo, żeby patrzył na rycerza, do lewej ręki dałam – zgodnie z ryciną – koronę (u mnie jest to bardziej diadem), przez ramię przewiesiłam wstęgę z napisem „Non coronabitur nisi qui legitime certaverit” – „Nie ma zwycięstwa bez uczciwej walki”. Odszyfrowanie tego tekstu sprawiło mi niejaki kłopot; w trudnoczytelnej średniowiecznej minuskule zapisano to mniej więcej tak: Ho coronabr nifi q legitim cevit. Jest to odwołanie do rycerskiego etosu, mające swe źródło z kolei w wersie z 2 Listu św. Pawła do Tymoteusza: „Otrzymuje wieniec [ten] tylko, kto walczył przepisowo” (2 Tm 2, 5). Anioła umocowałam do pieńka na drut wwiercony w stopę, jedno skrzydło oparłam o grot włóczni. Całość, ku mojemu zdumieniu, jest stabilna…
            Samą podstawkę postanowiłam utrzymać w takiej lekko nierealnej, zimnej, jakby fosforyzującej kolorystyce, troszeńkę niesamowitej. Grzechy pomalowałam bardzo jaskrawo: wszak zło z definicji jest krzykliwe i agresywne. Na koniec wszystko przykurzyłam suchymi pigmentami i zamocowałam na postumenciku.
            Z przedstawiania cnót czy też darów Ducha Św. zrezygnowałam. Siedem białych gołąbków na dioramce wprowadziłoby niepotrzebny tłok. Musiałam też odstąpić od montowania wstęg z napisami, które anioł trzyma w prawej dłoni: mojemu aniołowi zostawiłam w ręce, jak to określił Robert, „megamiecz”, taki mocno fantasy, ale ładny. Żałuję tylko, że nie bardzo mam gdzie umieścić napis znad ryciny: „Militia est vita homini super terram”, „Bojowaniem jest całe życie człowieka na ziemi”.
            I tak oto z zaciekawienia nietypową tarczą zrobiła się cała teologicznie głęboka scenka… Praca nad nią wymagała głównie ślęczenia nad ryciną, odcyfrowywania niewyraźnych średniowiecznych minuskuł, wyszukiwania odniesień do tekstów Pisma Św. Coś innego niż zazwyczaj, ale kto wie, czy przez to nie ciekawszego…
            Specjalne podziękowania kieruję tym razem do Roberta – za podsunięcie mi ryciny, i dla nieocenionej eRe, dzielnie dopingującej i pomagającej w kwerendach.









































































1 comment:

  1. Pełny szacunek dla autora, całość i każdy element z osobna naprawdę robią wrażenie

    ReplyDelete