Marszałek i baba, pruscy.
Mistrz zwrócił się do Frydrycha Wallenroda, który na tej stronie dowodził, i rzekł:
—Witold
pierwszy wystąpił. Poczynajcie-że i wy w imię Boże!
I
skinieniem prawicy ruszył czternaście chorągwi żelaznego
rycerstwa.
— Gott mit uns! — zakrzyknął
Wallenrod.
Chorągwie, zniżywszy kopie, poczęły z początku
iść krokiem. Lecz równie jak skała stoczona z góry, spadając,
coraz większego pędu nabiera, tak i one: z kroku przeszły w rysią,
potem w cwał, i szły straszne, niepohamowane jako lawina. która
musi zetrzeć i zdruzgotać wszystko przed sobą.
Ziemia
jęczała i gięła się pod niemi.
To oczywiście cytat z Krzyżaków Henryka Sienkiewicza.
O samym Fryderyku von Wallenrod i prowadzonej przez niego chorągwi, tak pisał Jan Długosz:
Trzecia była chorągiew całego Zakonu, mająca krzyż czarny szeroki w polu biały: prowadził ją Fryderyk v. Wallenrod, wielki marszałek pruski, rodem z Frankonii i znakomitego pochodzenia, który z rodziną swą ma za herb … czterokątną sprzączkę, która powtarza się w klejnocie … Został on zabity w tej bitwie i odwieziony do Malborka. Był on stryjem rodzonym Krzysztofa biskupa lubuskiego. Pod nią byli rycerze z Frankonii.
Z Wikipedii dowiemy się zaś, że:
Fryderyk von Wallenrode był bratem wielkiego mistrza Konrada von Wallenrode, jego krewnym był Johann von Wallenrode, w latach 1393–1416 arcybiskup Rygi. Fryderyk von Wallenrode przed 1393 był wójtem tczewskim. W tym czasie brat Fryderyka, wielki mistrz zakonu krzyżackiego Konrad von Wallenrode prowadził także ożywioną działalność gospodarczą i kolonizacyjną w Prusach. Z jego inicjatywy utworzono w 1393 nową komturię z siedzibą w Rynie. Jej pierwszym zwierzchnikiem został Friedrich von Wallenrode. W późniejszym czasie (po 1396) był także komturem Gniewu, Brodnicy i wreszcie Królewca. Będąc komturem Królewca tym samym pełnił funkcję wielkiego marszałka zakonu krzyżackiego. W 1409 roku zdobył polski zamek w Dobrzyniu nad Wisłą, wymordował obrońców i kazał ściąć dowodzącego obroną wójta dobrzyńskiego Jana z Płomian Płomieńczyka. Zginął w bitwie pod Grunwaldem dowodząc lewym skrzydłem armii zakonnej. Jego ciało zostało odesłane do Malborka wraz z ciałem wielkiego mistrza Ulricha von Jungingena i wielkiego komtura Kuno von Lichtensteina.
Tyle tytułem wstępu.
Grupę Wallenroda malowałem na zamówienie. Marszałkowi towarzyszy chorąży Zakonu oraz bliżej nieokreślony krewniak, unosząc dumnie proporzec ze znakiem rodu marszałka. Czy dopuszczano się takich praktyk, nie wiem. Tak samo dyskusyjnym, pozostaje kwestia umieszczania przez dostojników krzyżackich, swoich herbów rodowych na tarczach z krzyżem. Takie przypadki, mimo że wbrew regule, miały miejsce. Świadczą o tym upomnienia wydawane przez Kapitułę Zakonu. Jak te kombinacje na tarczach wyglądały, nie wiemy. Ja wybrałem lewy, górny róg tarczy.
Odstąpiłem od powszechnej wizji Kleina i Forda, zdejmując z braci zakonnych płaszcze.
Na specjalne życzenie dodałem pruską babę. Pogański, jak chcą jedni, krzyżacki, jak twierdzą inni, pochylony kamień jest świadkiem szarży „chorągwi żelaznego rycerstwa”. Chorągiew pognała w pole i już nie wróciła. Baba zaś do dziś przegląda się w mętnych wodach Motławy, mając za plecami budynek Muzeum Archeologicznego w Gdańsku.
Krzyżacy a wzbudzają zachwyt ! PIĘKNE !
OdpowiedzUsuń