Czyli, w tłumaczeniu na polski: łódź rybacka typu tuńczykowiec (do połowu tuńczyka), o imieniu własnym "Armor".
To starutki model Helleta, kiedyś go już dla kogoś budowałam, teraz nadchodzi czas na budowę dla siebie.
Tył pudełka, instrukcja:
Ramki z częściami. To nie jest duże. I ma tę fajną, grubo deskowaną Hellerowską fakturę kadłuba, pokładów i burt, która fajnie wygląda po pomalowaniu.
Drobiazgi. Sporo, jak na takiego pypcia.
Żagle na vacu. No, narysuje się na płótnie, co za problem.
I tyle. A ludzinki i ewentualny szpej typu skrzynki z rybami etc. wezmę ze skali 1/144. Bo tak.
Ciekawe, jak oni stawiali ten wysoki żagiel, karol flibustier
OdpowiedzUsuńJak wygląda spasowanie części w tym wiekowym francuskim produkcie?
OdpowiedzUsuńJeszcze nie wiem, nie poskładałam go póki co. Jak pamiętam sprzed lat, Hellery ogólnie składały się dobrze, nie było walki o życie. Połówki kadłuba i pokład mogą być powyginane, ale tu wystarczy złożyć je w całość, porządnie okleić taśmą malarską i zostawić do wyschnięcia kleju. A detale, spodziewam się, że raczej będą pasować, choć mogą być nieco toporne.
UsuńPytałem, bo lubię takie dziwadła. Kleiłem trochę pojazdów Hellera i były całkiem w porządku. Do statków nie miałem jak dotąd śmiałości.
OdpowiedzUsuńno ja właśnie Hellery też bardzo lubię. Dobrze się zestarzały.
Usuń